sobota, 15 lutego 2014

Bram Stoker - Dracula

   Ciekaw jestem, czy Bram Stoker wydając w 1897 roku swą powieść Dracula, spodziewał się, że na zawsze zmieni ona sposób postrzegania sił paranormalnych w literaturze. Enigmatyczna postać hrabiego Drakuli, zamieszkującego mroczny zamek osadzony w niedostępnej części Karpat, jest bez wątpienia najbardziej rozpoznawalną postacią literackiego (i nie tylko) horroru.

  Fabuła powieści, skupiająca się na losach młodych przyjaciół, którzy muszą stawić czoła demonicznemu, rumuńskiemu magnatowi, do dziś stanowi przykład idealnego stopniowania napięcia tak, aby wzbudzić w czytelniku autentyczny strach. Dracula jest powieścią epistolarną, ujętą w formie licznych listów, wycinków prasowych oraz fragmentów dzienników. Ktoś mógłby zarzucić, iż taka forma powieści, pozbawiona jednolitej narracji, nie może posłużyć do stworzenia odpowiedniego nastroju grozy. Stoker jednak wiedział co robi. Ukazanie całej historii we fragmentach, gdzie narratorami są kolejni bohaterowie sprawia, iż powieść zdaje się być o wiele bardziej "pełna" i wyrazista. Poszczególne postaci, posiadające odmienne, niekiedy skrajnie różne charaktery, relacjonują przebieg wydarzeń po swojemu, zawierając nie tylko istotne fakty, ale również swoje przeżycia. Dzięki temu mamy możliwość zaznajomienia się z każdym z bohaterów i spojrzenia na poszczególne aspekty powieści z kilku różnych punktów widzenia.
  Dracula to książka, która w pionierski sposób podeszła do motywu wampiryzmu, który w różnorakich kulturach obecny jest od tysięcy lat. Trzeba jednak przyznać, iż to nie Bram Stoker 'wprowadził' wampira do literatury. Pierwszym, który tego dokonał był John Polidori, który w 1819 roku wydał powieść The Vampire: A Tale. Stoker zrobił jednak jedną, niesłychanie ważną z dzisiejszego punktu widzenia rzecz. Do całej otoczki grozy i strachu jakie roztaczał wokół siebie Drakula, do całej paranormalności i motywu potępienia, dodał motyw seksualnej żądzy. Wiekowy hrabia z nad wyraz długimi kłami  dosłownie roztaczał aurę niesamowitości, która sprawiała, że kobiety wręcz nie mogły mu się oprzeć, wiedzione swymi delikatnymi zmysłami, wprost na drogę ku zatraceniu. Ten 'skromny' dodatek do charakterystyki naszego wampirzego anty-bohatera spowodował całą lawinę podobnych motywów w późniejszych czasach. Dzisiaj też jest to bardzo dobrze widoczne, albowiem pojawiające się w horrorach wampiry zawsze i wszędzie roztaczają erotyzm i wodzą na pokuszenie zmysły osób postronnych (pomijam tu oczywiście fagasa zwanego Edwardem Cullenem).

   Dracula w pełni zasługuje na miano jeden z najwybitniejszych powieści gotyckich w historii. Nie bez powodu Daily Mail w recenzji z pierwszego czerwca 1897 roku stawiło tę książkę obok dzieł Edgara Allana Poe, Mary Shelley czy Emily Bronte nieco nawet wywyższając ją ponad ich dzieła. Nie ulega wątpliwości fakt, iż jest to klasyka z najwyższej półki, dzieło, którego nie można nie znać, powieść, która warta jest każdej chwili z nią spędzonej.

   Na koniec chciałbym omówić jeszcze wersję książki posiadaną przeze mnie. Nie bez powodu o tym wspominam, bo wydawnictwo Vesper, które wydało Draculę w 2011 roku w nowym przekładzie, odwaliło kawał dobrej roboty. Książka dodatkowo wzbogacona została o klimatyczne ilustracje Andrzeja Masiniasa (kilka z nich na zdjęciach poniżej), sprawiając, że czytelnik dostaje naprawdę bardzo ładną edycję tego kultowego dzieła. Szkoda tylko, że nie w twardej oprawie.

Ocena: 9+/10

Dracula
Wyd. Vesper (2011)
Liczba stron: 428
Dracula [Bram Stoker]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE



Ta książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska






oraz w wyzwaniu Klasyka Horroru

15 komentarzy:

  1. Gdzie popełniono błąd, że zamiast przerażających wampirów, siejących postrach, mamy brokatowego Edwarda albo gości z "Pamiętników Z wampirów"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, no właśnie. Ktoś chyba uznał, że cały ten 'wampirzy erotyzm' trzeba wykorzystać w nieco inny sposób. Tym samym na rynek wlała się niekończąca się ilość badziewia, czyli tak zwanego 'romansu paranormalnego', który zdobył uznanie wśród 'biednych nastolatek, nie potrafiących znaleźć miłości, marzących o romansie z wampirem'. :v

      Usuń
    2. I marzących o (o zgrozo!) o tym, coby je taki wampirek dziabnął, żeby mogły być jak Bella. Idealna miłość XXI wieku...

      Usuń
    3. Miejmy tylko nadzieję, że młodzież się zmieni i w porę dostrzeże swoją głupotę. Inaczej będzie kicha ;v

      Usuń
  2. No właśnie, i tutaj zaczyna się kolejna z dyskusji o modach, przemijających, acz silnych. Z drugiej jednak strony - motyw wampiryzmu jest w naszej kulturze, jak napisałeś, obecny od tysięcy lat. Strach towarzyszy nam od zawsze.

    Podsumowując - jakie czasy, taki strach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety doszło do tego, iż w dzisiejszych czasach wszędzie wplatane muszą być romanse i miłosne, naiwne historyjki. Ten zabieg skutecznie pozbawił wyrazistości wszelkie motywy, które do tej pory zachwycały właśnie ich brakiem.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Swojego czasu? Tę książkę trzeba uwielbiać cały czas! ;)

      Usuń
  4. Ciągle jedna z moich ulubionych książek, bardzo lubię do niej wracać :)

    Pozdrawiam, Liryczny Zakątek

    OdpowiedzUsuń
  5. Ilustracje robią wrażenie :) Niestety wampiry przepuszczone przez maszynkę popkultury mało mają wspólnego ze wspomnianym Draculą - kultowym przecież dla wielu czytelników na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego tym bardziej należy pamiętać o korzeniach całej wampirzej literatury ;)

      Usuń
    2. Z drugiej strony literatura musi wykorzystywać pewne motywy i je zmieniać, być może to jeszcze nie koniec ewolucji wampirów...

      Usuń
  6. Z całym szacunkiem dla Ciebie, oraz twojego zaangażowania w promocję Klasycznej Literatury Grozy, muszę stwierdzić – niestety – że powyższa recenzja zawiera kilka błędów merytorycznych. Pomijam to, że nie przepadam za Drakulą, uważam tę powieść za nieco przegadaną, wtórną, która zrobiła sporo dobrego (to fakt), ale i złego dla historii Gatunku – paradoksalnie. Oczywiście, to moje zdanie. I nie jestem pospolitym torllem, „hejtującym” wszystko, co popularne.

    Po pierwsze, to nie Polidori wprowadził postać wampira do literatury. Przed Polidorim był chociażby Goethe, który pod koniec XVIII wieku napisał „Narzeczoną z Koryntu”.

    Po drugie utwór Polidoriego to krótkie opowiadanie, nie powieść. Jest ono nawet dostępne w przekładzie na język polski, razem z okropnie skróconą wersją „Drakuli” wydaną w 1990 r. przez Civis-Press.

    Po trzecie, i najważniejsze... „Stoker (...) dodał motyw seksualnej żądzy”. Oczywiście, że tak, z tym że wzorując się na „Carmilli” J. S. Le Fanu! W ogóle książka Stokera, to sprytna kompilacja kilku innych utworów, ale to z mikropowieści Le Fanu Stoker zrzynał najwięcej. Postać łowcy wampirów, osadzenie akcji w górzystych terenach Europy, finał z pościgiem za wampirem są po prostu zaczerpnięte z pierwowzoru. Oczywiście Stoker, jako doświadczony rzemieślnik kradł pomysły swojego poprzednika z głową, nie kopiując ich bezpośrednio, ale modyfikując. Jednak uważna lektura obu utworów nie pozostawia wątpliwości – w „Drakuli” nie ma nic, ale to nic oryginalnego!

    Szkodliwość „Drakuli” polega na tym, że była to czysta komercja. Stoker pisał to, co w wiktoriańskiej Anglii końca XIX wieku na pewno miało się sprzedać... i sprzedało się, nie ulega wątpliwości. Jest to powieść zachowawcza, Stoker nie pisał nic, czym naraziłby się ówczesnej moralności i normom obyczajowym. U Le Fanu relacja między wampirem a ofiarą jest reflacją lesbijską – Carmilla żerowała tylko na młodych dziewczynach. U Stokera wątki erotyczne są dużo mniej odważne. I pewnie dlatego świat pamięta dziś o „Drakuli”, a J. S. Le Fanu jest niemal zapomniany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku muszę się z Tobą zgodzić, bo fakt, w mojej recenzji są pewne błędy merytoryczne. Pewno teraz, po tych kilku miesiącach od jej ukazania, napisałbym ją inaczej.
      O samej "Narzeczonej z Koryntu" całkiem zapomniałem, choć czytałem ją jeszcze za licealnych lat, ba! - stanowiła część jednego z moich wypracowań.
      Co do dzieła Polidoriego, to zapewne z rozpędu użyłem słowa "powieść" a nie "opowiadanie". Co do samego opowiadania to nie wiem czy wiesz, ale jest ono dostępne we "Frankensteinie" wydanym przez Vesper. Znalazło się tam jako miły, końcowy dodatek wraz z kilkoma innymi utworami (min. "Pogrzebem" Byrona).

      Co do samego motywu seksualnej żądzy to fakt (kolejny) - zgodzę się, iż to nie wymysł Stokera, jednakże wprowadzenie jej w tak znacznym stopniu do literatury to przecież jego zasługa (czy też, jak pewno Ty byś to określił, zasługa jego komercyjnych zapędów).

      Nie zmienia to faktu, że bardzo dziękuję za wytknięcie moich błędów i chęć podjęcia dyskusji. W końcu na błędach się uczymy.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...