czwartek, 15 maja 2014

James Herbert - Jonasz

   Zapewne większości z Was znana jest sylwetka biblijnego proroka Jonasza, który został zapamiętany głównie z tego, iż połknęła go gigantyczna ryba, w której brzuchu spędził trzy dni i trzy noce. Biblijny Jonasz, "przysmak wielorybów" (hehe), ma jednak niewiele wspólnego z książką, którą dzisiaj recenzuję.

   Jonasz to powieść Herberta, która wydana została po raz pierwszy w 1981 roku. Fabularnie odbiega ona sporo od prezentowanych już na tym blogu pozostałych książek autora, nie będąc w pełni horrorem, skłaniając się bardziej ku kryminalnemu thrillerowi. 
 
  Brytyjski pisarz przedstawia nam w niej fabułę rozbitą na dwie zasadnicze części. Książka rozpoczyna się w roku 1950, kiedy to w jednym z angielskich szaletów publicznych, obsługująca je kobieta znajduje w kabinie zawiniątko. Ku jej zdziwieniu i przerażeniu, jest to nowo narodzone dziecko, najprawdopodobniej zostawione tu przez kobietę, która niedawno przekraczała progi tego miejsca. Co więcej, sprzątaczka zauważa, że przy zawiniątku leży kolejne, mniejsze, które skrywa coś jeszcze.
   W następnych rozdziałach mamy do czynienia z postacią detektywa śledczego - Kelso. Wyróżnia się on na tle innych ludzi jedną rzeczą. Twierdzi, że dręczy go kompleks Jonasza. Jest przekonany, że ciąży na nim coś w rodzaju fatum, które doprowadza do tragedii, przez które cierpią jego najbliżsi. Pech, który go prześladuje dopada go w czasie prowadzenia bardzo ważnej i długo planowanej akcji, która (jak mu się wydaje - przez niego), kończy się srogą porażką organów ścigania. Po rzeczonej wtopie, Kelso dostaje przydział w wydziale narkotykowym i zostaje przeniesiony na prowincję, gdzie ma zbadać potencjalny rejon przemytu narkotyków do Wielkiej Brytanii. 

   Losy detektywa Kelso, próbującego rozgryźć sprawę narkotykowej szajki, stanowią fabularną podstawę powieści. No właśnie. W rozdziałach jemu poświęconych mamy do czynienia z typowym kryminałem, który napisany jest dość drętwym językiem, a który pozbawiony jest jakichś trzymających w napięciu akcji. 
   Herbert nie był by jednak sobą, gdyby nie napisał choć kawałka książki z wątkiem paranormalnym. Tutaj związany jest on z wyżej wspomnianym przeze mnie prologiem do powieści oraz kolejnymi rozdziałami, które przenoszą nas w przeszłość w stosunku do wydarzeń rozgrywających się w rozdziałach poświęconych Kelso. Wątek nadprzyrodzony jest bardzo lekki i niemalże wyparty przez części zbudowane na bazie kryminału. 

   Pewno chcielibyście wiedzieć jaka jest moja opinia o tej książce. No cóż. Przyznam szczerze, że spośród dotychczas przeczytanych przeze mnie dzieł Herberta, ta książka jest zdecydowanie najgorsza. W porównaniu do innych jego powieści jest zbyt stateczna, sztywna. Czytając ją nie towarzyszyło mi odczucie napięcia i konieczności poznania dalszych losów bohatera. Tak naprawdę, po skończonej lekturze stwierdziłem, iż stanowiła ona jedynie przerywnik w zgłębianiu bardziej ambitnych pozycji. 
   Nie ukrywam, że trochę się zawiodłem, bo prolog sugerował, że książka może charakteryzować się wręcz potwornym klimatem. Niestety. Zabrakło tutaj samego "horroru w horrorze", co miało istotny wpływ na jakość książki.

  Na koniec wypada mi tylko powiedzieć, iż Jonasza polecić mogę jedynie zagorzały fanom Herberta. Nawet fanom horroru nie mogę jej zarekomendować, albowiem daleko jej do typowej powieści grozy. Dla mnie książka jest po prostu średnia, a jeżeli ktoś z Was miał okazję poznać twórczość Herberta właśnie poprzez pryzmat Jonasza, to współczuję

Ocena: 5-/10

Jonasz
Wyd. Amber (1990)
Liczba stron: 238

Ta książka bierze udział w wyzwaniu Klasyka Horroru


17 komentarzy:

  1. zapraszam Cię do konkursu u Luki ;)
    szczegóły tutaj: http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2014/05/majowy-konkurs-2014.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zaproszenie :) Skorzystam w najbliższym czasie;)

      Usuń
    2. Mam dla Ciebie kolejne zaproszenie, tym razem do mnie ;)
      Chciałabym byś wziął udział w zabawie: "Jakim jesteś czytelnikiem?"
      http://recenzjeami.blogspot.com/2014/05/jakim-jestem-czytelnikiem.html
      Możesz odpowiedzieć publikując u siebie post, albo u mnie w komentarzu ;)

      Usuń
  2. Niektóre Herberta lubię, ale tej chyba sobie oszczędzę, dziękuję za ostrzeżenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, no cóż - Herbert ma i dobre i złe książki ;) Nie trzeba czytać każdej :)

      Usuń
    2. Dokładnie, jak i większość autorów.

      Usuń
  3. Chyba nie jestem przekonana do tej książki, już sama okładka mnie odrzuca, choć czerpanie z motywu biblijnego jest bardzo ciekawe. W ogóle nie znam się na dziełach Herberta, planowałam kiedyś po niego sięgnąć, ale mi nie wyszło. No cóż...może innym razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli masz zamiar przeczytać coś Herberta, to polecam zacząć od "Nawiedzonego" lub "Ciemności" ;)

      Usuń
  4. Wolę chyba jednak zajrzeć do tych lepszych książek tego autora, by się nie zrazić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, polecam zapoznać się z innymi powieściami autora.

      Usuń
  5. Już okładka doprowadza mnie do rozpaczy, podziwiam Twoje umiłowanie do czytania marnych lektur ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka jest nie tyle marna, co po prostu bardzo, bardzo przeciętna ;)

      Usuń
  6. na pewno nie będę jej poszukiwać ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Okładka na pewno nie zachęciłaby mnie, żeby sięgnąć po tę książkę.
    Nie moja bajka, więc nie będę jej czytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cały czas chcę się przekonać do Herberta, ale jakoś nie daje mi szansy.. albo źle trafiam.. Co do "Jonasza" mam podobne odczucia.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...