piątek, 1 sierpnia 2014

Tiamat - Sumerian Cry

  Powstały w 1989 roku na gruzach zespołu Treblinka Tiamat był swego czasu jedną z najważniejszych kapel szwedzkiej sceny death metalowej. Dziś jednak większość zapomina o tym fakcie, skupiając się jedynie na późniejszej karierze zespołu, który dość szybko zmienił styl próbując swoich sił w klimatach gothic/atmospheric. Faktem jest jednak, iż prezentowany tutaj Sumerian Cry, to drugi w kolejności wydania album po Left Hand Path Entombed, który wpłynął na rozwój i ukształtowanie szwedzkiego death metalu.

   Sumerian Cry prezentuje stary śmierć metal z naleciałościami black metalu, stanowiąc świetną syntezę pomiędzy agresją i melodycznością. Muzyka jest ponura, utrzymana głównie w średnich tempach. Utwory cechują chwytliwe riffy przewodnie, które bardzo dobrze komponują się z głębokim growlingiem. Występują tutaj również ciche, czyste, "szeptane" wokale, mające na celu zbudowanie jeszcze bardziej tajemniczej i mistycznej atmosfery.

  Debiutancki album Tiamat jest pozycją obowiązkową dla wszystkich szukających niebanalnego, wczesnego szwedzkiego death metal cechującego się nietuzinkowym, mrocznym klimatem.

  Kasetowe wydanie albumu to reedycja Metal Mind na licencji Plastic Head (nr kat. MASS 0410). Reedycja ta charakteryzuje się rozdzieleniem utworu "Where the Serpents Ever Dwell / Outro - Sumerian Cry (Part II)" na dwa oddzielne oraz dodatkowym, bonusowym trackiem. Cover art wykonał nie kto inny jak Kristian Wåhlin.

 


4 komentarze:

  1. Ach, Tiamat! Byłam na ich koncercie, nawet w moim rodzinnym mieście grali. Uwielbiam!!! Albumu nie znam, wolę ich stronę gothic metalową...

    A swoją drogą - słuchasz jeszcze muzyki z kaset? Wg mnie kasety mają niesamowity klimat... mam ich nadal mnóstwo i chyba nigdy się nie pozbędę, bo szkoda. Choć już niedługo nie będzie na czym ich słuchać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój sentyment do kaset jest silny i zawsze chyba taki pozostanie :) Tak właściwie to kolekcjonuję kasety - kupuję ile wlezie, jeżeli tylko mam taką okazję ;) A co do sprzętu to fakt - co raz trudniej dostać przyzwoity sprzęt audio z magnetofonem. Ja póki co zbieram kasę na jakiś old-schoolowy sprzęt grający z lat 90. (Kenwood, Denon, Onkyo czy coś w tym stylu). Taki sprzęt jest praktycznie niezniszczalny, no i oczywiście powala jakością dźwięku, przebijając wiele współczesnych zestawów audio :)

      Usuń
  2. Jej... normalnie... aż nie wiem co powiedzieć (napisać)...! Choć nie będę tu bajerować i szczerze powiem, że wolę późniejszy Tiamat - z ery Clouds/Wildhoney:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też świetnie, choć ja po prostu uwielbiam pierwszy album ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...