czwartek, 27 listopada 2014

Peter Ackroyd - Śmierć króla Artura

   Spośród wszystkich tajemniczych historii, podań i legend, którymi karmimy nasze umysły popuszczając wodze fantazji, te o królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu należą do tych, z którymi spotykamy się najwcześniej na drodze naszego życia. Krążą gdzieś pomiędzy Robin Hoodem a Draculą, kształtując fantastyczne wizje mające wpływ na nasze dalsze poznawanie literackiego świata.

    Przyznam szczerze, że sam nie jestem w stanie wskazać dokładnie okresu swojego życia, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z legendarnym królem dzierżącym w swych rękach magiczny oręż. Było to jednak na tyle dawno, że pierwotna wizja z nim się wiążąca zatarła się na dobre. Dowodzi to tylko tego, że król Artur i jego rycerze, Merlin, Morgana i  zamek Camelot towarzyszą nam niemalże od dziecka. 

   W czasie swojej przygody z czytelnictwem każdy fan fantastyki historycznej miał okazję wielokrotnie spotkać się z "różnymi wersjami tego samego". Trudno bowiem zaprzeczyć istnienia setek wersji historii Artura, które w ciągu wielu lat podane zostały w bardzo różny sposób. 

   Najnowszym dziełem zgłębiającym fantastyczną wizję dawnego rycerskiego eposu jest Śmierć króla Artura autorstwa Petera Ackroyda. Brytyjczyk zaserwował nam unowocześnioną wersję legendy pierwotnie zawartej w Le Morte d'Arthur. Książki Malroy'ego nie czytałem, co od razu muszę zaznaczyć, bo ma to znaczący wpływ na postrzeganie niniejszej lektury. Malroy, żyjący w XV wieku, stworzył pasjonującą jak na tamte czasy opowieść odznaczającą się nie tylko epickością w pełnym tego słowa znaczeniu, ale również patosem i poczuciem nieustannego przemijania.
Ackroyd postanowił wydać zapiski Marloya w odświeżonej wersji, dostosowując język do współczesnych, XXI-wiecznych standardów.

    Czy jednak faktycznie zabieg ten udał się na tyle, aby klasyfikować Śmierć króla Artura jako dzieło wybitne?

  Mimo podniosłego tonu, na wskroś przenikającej człowieka atmosfery czasów średniowiecza, wielości wątków oraz dobrze skonstruowanych sylwetek bohaterów, książka Ackroyda nie porywa i nie wbija czytelnika w fotel. Największym minusem tej powieści jest to, co wydawać by się mogło, stanowiło główny zamiar autora, mianowicie unowocześnienie języka. 
   Ackroyd odpowiednio przeinaczył surowy i twardy styl średniowiecznej prozy nadając jej "świeży" charakter, jednakże nie pozbył się całkiem tej niesamowicie charakterystycznej estetyki językowej czasów średnich. Oczywiście mamy tutaj do czynienia z dostosowaniem się do współczesnych standardów, odrzuceniem trudnego archaizmu na rzecz prostoty i podaniem tego w miarę przystępnej formie.  Nie oznacza to jednak, że styl literacki zawarty w Śmierci króla Artura jest prosty w przyswojeniu. Wystarczy zagłębić się w kilka rozdziałów niniejszej książki, aby dojść do wniosku, że mimo wszystko język powieści jest dość toporny, sprawiając, iż nie można przeczytać jej "na raz". Tutaj sprawa sprowadza się do odpowiedniego dawkowania, tak, aby jak najbardziej ułatwić sobie zagłębianie się w przygody Artura i jego pomagierów.

   Dużym plusem powieści są natomiast, co wydaje się być dość oczywiste, sylwetki bohaterów oraz fabuła książki.  Zarówno główni bohaterowie jak i postaci drugoplanowe, nakreślone są bardzo wyraziście, dając nam pełny wgląd w daną osobowość. Poszczególne wątki powieści sprowadzają się nie tylko do pokazów rycerskich umiejętności, ale również do zgrabnie przeprowadzonych, niezwykle licznych, fragmentów bazujących na dworskich intrygach i ponurych knowaniach. Pod tym względem Śmierć króla Artura jest przebogata.
Wszystko to zaś sowicie doprawione zostało potężną dawką magii łączącej się z religijno-mitologicznym mistycyzmem.

   Nie ulega wątpliwości fakt, że mimo wielu plusów składających się na dobre cechy tejże książki, Śmierć króla Artura znajdzie swoich odbiorców głównie wśród zagorzałych fanów fantastyki, którzy nie będą bali się epickiego, acz topornego języka powieści. Dla osób, które nieszczególnie lubią fantasy, najnowsze dzieło Ackroyda może być po prostu ciężkie do przyswojenia.

Ocena: 6-/10




Śmierć króla Artura
Wyd. Zysk i S-ka
Liczba stron: 465









Za udostępnienie książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka




Wyzwania

16 komentarzy:

  1. Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu w telewizji nadawany był serial "Merlin". Byłam zakochana. Sądzę, że dla prawdziwego fana język nie będzie odgrywał tak dużej roli. Jeśli mówisz, że jest odrobinę unowocześniony, to i tak duże ułatwienie.
    Ale kto wie, może zapoznanie z oryginałem, pochodzącym z XV wieku, byłoby ciekawsze?
    Zamierzam sprawdzić przy najbliższej nadarzającej się okazji.
    Przebrnęłam przez "Noc blizn"(gdzie język jest doprawdy...), to i ze "Śmiercią Artura" dam radę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, prawdziwi fani zawsze odnajdą się w danym uniwersum, choćby nie wiem co :)
      A "Noc blizn" brzmi ciekawie ;]

      Usuń
  2. Zawsze mnie drażni toporny język i chyba nawet w chwili największej nudy nie wzięłabym się za lekturę.
    Zresztą to jest chyba przykład typowo męskiej lektury, jak chyba większość pozycji Zysku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Typowo męska - w sensie pachnąca piwem i krwią pokonanych wrogów? :D

      Usuń
  3. Mam podobne odczucia :D co do bohaterów, pozostaje zadać pytanie czy takich legendarnych postaci można źle opisać i skopać ich potencjał? :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się nieźle. Autor pisze charakterystycznym stylem, podobała mi się jego historyczna opowieść kryminalna pt. "Hawksmoor".
    tommy z Samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tej książki jeszcze nie czytałem. Dzięki za polecenie!

      Usuń
  5. Wystarczyło, że przeczytałam dwa słowa: "fantastyka historyczna"i już się jeżę ;) Nie. Rycerskie klimaty nigdy mnie nie pociągały. Nie mówiąc już, że i Twoja ocena nie jest zbyt wysoka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej no! Nigdy nie chciałaś czuć się jak piękna księżniczka, którą przed okropnym smokiem ratuje dzielny rycerz? :D

      A tak na poważnie - rozumiem co i jak i po części się nie dziwię.
      Chociaż przecież Ty raczej w typowo kobiecej literaturze nie gustujesz ;D

      Usuń
    2. No ale co ma rycerska do kobiecej? :> A tam, piękna księżniczka. Zniewolona, bezsilna i strachliwa ;) W tym filmie wolałabym już rolę smoka (o, smoki uwielbiam, może stąd moja niechęć do rycerzy :>)

      Może gdybym się wczytała, to by się spodobało :)

      Usuń
  6. No niestety, jestem z tych, którym fantasy w ogóle nie podchodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. 6-/10 - tak to się zwykle kończy, kiedy ktoś postanawia się zmierzyć z legendą. :-)
    Nie lubię takiego "unowocześniania". Co jest stare niech takie pozostanie, bo inaczej straci urok. To tak jak z kolejnymi tłumaczeniami Szekspira. Po co ciągle dostosowywać jego absolutnie genialny język do potrzeb dzisiejszego leniwego odbiorcy? Przecież kto chce, ten sam go zgłębi. Upraszczaniem niech się zajmuje kinematografia. ;-)

    Lubię (pół)legendę o królu Arturze, więc raczej nie sięgnę po tę książkę. :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się i do czytania nie zmuszam :) Lepiej sięgnąć po coś innego ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...