niedziela, 11 stycznia 2015

Dylan Thomas - Szkoła czarownic


"I strumienie wstrzymały swój bieg. Proch umarłych powiał nad źródłem i ujście zostało zdławione. Proch legł jak ciemny lód na wodach, światło, które było wszechwidzące i ruchliwe, zakrzepło w promieniach księżyca"



   Legendy, mity i podania składające się na ludowe opowieści towarzyszyły człowiekowi od zarania dziejów. To one, snute przy ogniskowym żarze wieczorową porą, stanowiły pierwsze przykłady fantastyki, będąc jednym z najbardziej charakterystycznych elementów danego regionu, gdzie historia i kultura łączyły się z wyobrażeniami sprzed lat.

   Szkoła czarownic autorstwa Dylana Thomasa przenosi nas właśnie w taki świat - tajemniczy, nieodkryty i niezwykle różnorodny. Thomas kreśli przed nami wizje niecodzienne, żywe acz zapomniane, symboliczne i enigmatyczne, stanowiące kulturowy obraz dawnej Walii.


   Urodzony w 1914 roku w Swansea był dzieckiem, które od początku swego życia związane było z literaturą i poezją. Chciałoby się wręcz powiedzieć, że jako syn nauczyciela literatury angielskiej był niemalże predestynowany do spełnienia swego żywota z piórem w ręce. Niepodważalny talent pisarski, który ujawniał się w nim już od najmłodszych lat, swoje pierwsze spełnienie osiągnął gdy Thomas liczył sobie dwadzieścia wiosen. Wtedy to na rynku wydawniczym ukazał się pierwszy tomik jego poezji 18 wierszy.
Dylan Thomas

   Późniejsze życie Thomasa obfitowało w różnorakie zawirowania - nieudane związki, problemy z alkoholem. Jakkolwiek sprawy prywatne tegoż walijskiego poety były cały czas brane pod moralizatorską lupę, a on sam co rusz stawał się obiektem drwin, jego twórczości nigdy podobny los nie spotkał. W tej kwestii zawsze i przez wszystkich uważany był za współczesnego mistrza słowa pisanego.

   W roku 1976 Wydawnictwo Literackie po raz pierwszy w Polsce postanowiło wydać zbiór opowiadań Thomasa. Tym sposobem w słynnej "białej serii" Fantastyki i Grozy ukazała się Szkoła czarownic, będąca tłumaczeniem tomiku Adventures in the Skin Trade.

   Wspomniana książka, licząca sobie zaledwie nieco ponad sto dwadzieścia stron, nie jest jednak typową antologią wiejskich opowieści. Proza Dylana Thomasa jest niezwykle złożona i surrealistyczna, będąc jednym z przykładów bardzo rzadkiej, ale niesamowicie interesującej fantastki ludowej. Walijskie legendy przedstawione zostały tutaj w sposób bardzo niejednoznaczny. Pozbawione jednolitej narracji opowiadania nasycone są silnie symboliką stanowiącą unifikację wartości pogańskich i chrześcijańskich. Główne motywy literackie z jakimi mamy tu do czynienia, czyli życie, śmierć oraz głęboka więź człowieka z naturą, zostały zaprezentowane sugestywnie i na poły lirycznie.

   Symbolika zawarta w opowiadaniach Thomasa jest obecna dosłownie wszędzie. Zarówno w blasku księżyca, mieniących się kolorami polach, wysokich i spienionych morskich falach, płaczącym dziecku, buchającym ogniu czy chowającym się w kącie cieniu.

  Dylan Thomas, jako mistrz słowa, potrafił doskonale wpasować sylwetkę człowieka w obraz wiecznie żywej natury. W jego prozie jest to więź nierozerwalna, tworząca jeden świat scalony z dwóch niezwykle od siebie odbiegających, a mimo to zawsze się przenikających.

  Sam język opowiadań jest trudny, zmuszający do ciągłego skupienia. W każdym swoim opowiadaniu Thomas szafuje nim z mistrzowską precyzją; lawiruje pomiędzy stylami, dostarczając ogromu językowego bogactwa. Roztacza przed nami niesamowitą złożoność słowa dając czytelnikowi możliwość zatracenia się w przeróżnych formach.
  Kiedy już jednak zrozumie się prawa rządzące tymi opowiastkami i przyzwyczai się do wymagającego stylu pisarskiego Thomasa, dostrzeże się niezwykły świat walijskich legend i ich niebywałą różnorodności. Legend pełnych dziwów i nieznanych stworów; pełnych  niepokojących wydarzeń, niesamowitości i grozy, podanych w wysublimowany sposób.

   Siląc się na zakwalifikowanie Szkoły czarownic do konkretnego gatunku wypadałoby napisać, iż jest to antologia opowiadań fantastycznych zawierających w sobie elementy surrealizmu, gdzie folklor przenika się z horrorem. Tutaj szum sztormowych fal oceanu zwiastuje nieszczęście a cienie odliczają czas do końca ludzkiego żywota.

  Atmosfera i klimat jaki bije od dzieł Thomasa jest mroczny i tajemniczy. Gdy zostajemy przeniesieni w świat walijskich legend ludowych nie jawią się one jako baśniowe klechdy, które można opowiadać dzieciom. Te zaprezentowane w Szkole czarownic przeznaczone są dla dorosłego odbiory, świadomego i dojrzałego, potrafiącego spojrzeć na pewne sprawy w dwojaki sposób.

   Podobnie jak ma to miejsce w przypadku każdej antologii, tak samo i w zbiorze opowiadań Dylana Thomasa można wyróżnić jakościowo słabsze i lepsze historie. Nie jest to jednak proste, albowiem w przypadku takiej formy prozy jaką prezentuje ów walijski pisarz, odczucia w stosunku do każdej opowieści są niezwykle subiektywne a w związku z tym uderzają w indywidualizm naszej jednostki.

   Próbując rozpatrzyć całościowo obraz opowiadań Dylana Thomasa zawartych w Szkole czarownic trzeba przyznać, iż ta książka jest dosłownie fantastyczną przygodą otwierającą przed nami wizje historii z walijskiej mitologii. Legend, z których część już dawno została zapomniana nawet w rodzimych stronach.

  Polska wersja Adventures in the Skin Trade została dodatkowo opatrzona ilustracjami Marka Pietrzaka, które jak żadne inne w pełni oddają surrealizm i mrok opowiadań Thomasa.

"Nim zapadł zmrok, ogrodnik i chłopiec weszli po schodach do wieży, klucz obrócił się w zamku i drzwi otwarły się jak pokrywa skrzynki, wpuszczając ich do środka. 
Pokój był pusty.
- Gdzie są te tajemnice? - spytało dziecko spoglądając na zmatowiałe belki i kąty pokryte pajęczynami i rozglądając się po ołowianych framugach okiennych.
- Wystarczy, że dałem ci klucz - odparł ogrodnik, który wierzył, że wraz z ptasimi piórami i nasionami kwiatów ukrywa w swej kieszeni klucz do wszechświata.

Dziecko zaczęło płakać, gdyż nie było żadnych tajemnic (...)"


 


Szkoła czarownic
Wydawnictwo Literackie (1976)
Liczba stron: 122



Cytaty pochodzą z opowiadań Gość oraz Drzewo zawartych w omawianej antologii

Źródło fotografii Thomasa:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/b/bc/Dylan_Thomas_photo.jpg


27 komentarzy:

  1. Moze i trzeba sie wysilic nad ta ksiazka, ale za to posiada klimaty, ktore uwielbiam -troche czasu i koncentracji a mozemy spedzic niezle umyslowo dzien :D Ponadto obrazki sa swietne fajnie ze je dodales :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ktoś szuka czegoś niebanalnego, to ta książka będzie wręcz idealna ;)

      P.S. Fajnie Cię widzieć tutaj w blogosferze ;]

      Usuń
  2. Dla tego mrocznego i tajemniczego klimatu może rozejrzę się za tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam takie klimaty. Rok temu zaczytywałam się czeskimi balladami pełnymi wodników, rusałek i południc, nabrałam ochoty na powrót do Mickiewicza, kupiłam sobie „Bestiariusz słowiański” i „Mitologię słowiańską i polską” Brücknera, a fascynacja nie mija, więc na jej fali chętnie spróbuję też klimatów walijskich i sięgnę po Thomasa. Dzięki za inspirację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! mam nadzieję, że się spodoba :) Ostrzegam tylko, że surrealizm jest miejscami niesamowicie silny ;)
      Aha, i jeszcze jedno - czytałem gdzieś porównanie, że styl opisowy Thomasa jest podobny do Schulza. Sam nie mogę tego w tej chwili zweryfikować, bo Schulza jeszcze nie czytałem, ale wydaje mi się, że dal Ciebie powinna to być dodatkowa zachęta :)

      Usuń
    2. No ba! Jak Schulz, to biorę choćby w ciemno :) Plus Twoja rekomendacja - nie mam wyboru!

      Usuń
  4. To jest kolejna pozycja która opisałeś tak,że bez wspomagania nie wiem o co Ci chodzi ☺
    Ambitne pozycje wprost uwielbiam ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :>
      Bądź co bądź fakt - Tobie raczej by do gustu nie przypadła ;P

      Usuń
  5. Te ilustracje i książka trochę mnie przerażają, ale chętnie bym ją przeczytała. Jest to temat, który bardzo mnie interesuje.
    Pozdrawiam,
    Artemis
    http://artemis-shelf.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Specyficzny, ciężki język często bywa zaletą książki. Z tego co piszesz, tym razem również tak jest. A ciekawe ilustracje zawsze są przeze mnie mile widziane.

    OdpowiedzUsuń
  7. Koniecznie muszę ją mieć! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Takie książki, wymagające, uczące cierpliwości i skupienia pokazują nam inny wymiar literatury. Legendy, podania, opowieści pokazują przeszłość i są łącznikiem z teraźniejszością. Czym byłaby literatura właśnie bez podań? Świetny cykl i urzekająca książka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam legendy i stare podania, które przez wzgląd na odległe czasy, dodają im tajemniczości i swego rodzaju powagi. Trafiłeś w mój czuły punkt, a gdy dodam, że wyczekiwałam kiedy pojawi się pierwsza książka z "literatury dla ambitnych", powinieneś wiedzieć, że nie wolno Ci przestać kontynuować tego cyklu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zanim o książce.. Ale Ty dobrze piszesz! Recenzja pełną gębą. Teraz już jestem w pełni przekonana do Twojego doszlifowywania literatury ambitnej.

    A książka, a autor... Do opowiadań powoli się przekonuję. Tytuł znany, pewnie omijałam z racji, że to antologia.. Spróbuję kiedyś może... nie ominąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętasz, jak Ci mówiłem, że lubię jak łechtasz moją próżność? Nie przestawaj! :>

      Za te przemiłe słowa dziękuję a książkę polecam z całego serca :)

      Usuń
  11. Ten klimat musi być fantastyczny...w różnych znaczeniach tego słowa;) Będę miała na uwadze. Chociaż ostatnio moja lista tekstów wartych przeczytania znacznie się wydłużyła;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest chyba u każdego ;) tylko czasu brak na przeczytanie tego wszystkiego :)

      Usuń
  12. O, tego nie znam. W tej chwili właśnie czytam „Hanrahana Rudego i inne opowiadania” W. B. Yeatsa, z tego samego cyklu wydawniczego, czyli „białej serii” Fantastyka i Groza Wydawnictwa Literackiego. Ciężko mi się odnosić do książki D. Thomasa, ale z Twojej recenzji wynika, iż zbiór Yeatsa składa się z utworów pisanych podobną metodą: niejednoznaczna gatunkowo literatura fantastyczna, mocno sięgająca do mitów ludowych (w przypadku Yeatsa irlandzkich), nasycona symboliką czyniącą z opowiadań rzeczy mówiące o sprawach bardzo uniwersalnych. A tak przynajmniej jest z pierwszymi opowiadaniami Hanrahanie... bo dalej jest już nieco inaczej, dwa pozostałe utwory Yeatsa nasycone są symboliką okultystyczną. Polecam, naprawdę.

    Książkę D. Thomasa na pewno przeczytam. W zasadzie, każdą pozycją „białej serii” biorę w ciemno. Thomasa czytałem wybór poezji, jeszcze w czasach licealnych i bardzo mi się podobały (jak nie jestem wielbicielem liryki!), tak więc chyba na jego prozie się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wciąż dążę do zebrania całej "białej serii". Właśnie ostatnio kupiłem w antykwariacie całkiem niezły pakiet tych książek (w tym właśnie ten zeszyt z opowiadaniami Yeatsa). Co do samego Thomasa to oczywiście "Szkołę czarownic" polecam. Przynajmniej kilka opowiadań powinno Cię zainteresować (min. "Gość").

      A co do samej serii Fantastyka i Groza to oczywiście na blogu recenzje tych książek będą się pojawiać coraz częściej. Jest tam przecież cała masa literackich perełek, które nigdy później w Polsce nie zostały powtórnie wydane.

      Usuń
  13. Me gusta! hmm.. mimo, że to opowiadania ( a jakoś wolę te dłuższe formy) to i tak z chęcią bym przeczytała:) tematyka i ilustracje jak najbardziej na plus. Świetna recka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) A książkę jak najbardziej polecam ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...