poniedziałek, 2 marca 2015

Garść ogłoszeń miast podsumowania - luty 2015

   Jak wygląda obecna sytuacja na blogu każdy widzi - Śniący razi pustotą niczym zabita dechami wiocha na krańcach Polski. Brakuje tylko wszędobylskich pająków tkających swoje nitkowate pułapki. Ale one też się pojawią, bo w marcu, podobnie jak w lutym, admin zajmować się będzie zgoła odmiennymi rzeczami niźli pisaniem nowych postów. 
   Czym więc admin jest tak pochłonięty, że nie ma czasu na doglądanie swojego wirtualnego dziecka? Ano swoim drugim dzieckiem. Co prawda nie takim z krwi i kości. lecz pisarskim. Dziecko zwie się bowiem Chorały z pogranicza czasu i wciąż jest w fazie produkcji, która potrwa jeszcze bez mała miesiąc. Czymże jest "to coś" pisane powyżej kursywą? Śpieszę z odpowiedzią. 
   Ci wszyscy, którzy bacznie obserwują Śniącego na FB wiedzą doskonale, iż admin przeznacza większość swojego wolnego czasu pisaniu pierwszej w jego życiu antologii grozy. Tak, tak. Admin wziął się za pisanie. Pomysły, które krystalizowały się w jego głowie od dłuższego czasu w końcu domagają się ujawnienia. Ujawnienie to nastąpić ma 31.03 bieżącego roku, bo to na ten dzień admin wyznaczył oficjalną premierę swojego ebooka, który wpierw zaszczyci komputery oraz czytniki blogerów, ażeby mogli oni trochę się nad nim popastwić.
   Jak dobrze pójdzie i blogerzy będą dalecy od prawienia komentarzy typu "Co to za gówno?", ewentualnie "Łuszczyński kretyn" lub "Chorały z pogranicza czasu? Soł macz fejl!", to w pierwszych tygodniach kwietnia admin rozpocznie dłuuuugą wędrówkę po stronach polskich wydawców mając nadzieję, że któreś z nich się zlituje, tudzież adminowskie opowiadania na tyle mu się spodobają, że zechce je wydać w papierowym formacie. Admin byłby wtedy wery hepi, no ale rzeczywistość rynku wydawniczego jest brutalna i nie szczędzi debiutującym pisarzom kopniaków w ryj prosto z glana. No cóż - pożyjemy, zobaczymy jak to będzie. 
   W każdym razie Chorały nie są jedyną książką, nad którą admin pracuje. Wziął się on bowiem tęgo za pisanie i ściera opuszki swych palców na komputerowej klawiaturze, tworząc kolejne bazgroliki. Takie różnorakie dyrdymały można rzec, dające się sklasyfikować w totalnie odmiennych gatunkach literackich. 
   Poniższy cover art do Chorałów jest typowym, wstępnofazowym rozwiązaniem,  które ulegnie zmianie na miliard procent. Podobnie jak opublikowana na fejsbuku lista opowiadań. Już teraz wiem, że zmieni się ona diametralnie. Co by jednak nie mówić, grunt, że pod koniec marca możecie spodziewać się pierwszego, pełnoprawnego dzieła wprost od admina niniejszej strony. 




P.S. Jak będziecie mocno trzymać kciuki to może admin stanie się sławnym autorem. Tylko co wtedy? :v

17 komentarzy:

  1. Dobrze wiem co wtedy ;) Porzuci Śniącego, nas wszystkich i będzie tylko zerkał na nas z księgarnianych półek (co jest dość przerażającą wizją).

    31 marca mówisz... A te egzemplarze przedpremierowe kiedy będą rozsyłane? :>

    A teraz bardziej serio... Okładkę, pomysł i wszystko, co się dało - już chwaliłam na fb :) Bardzo mocni Ci kibicuję i wspieram duchowo! (i błagam, nie wydawaj książki w Novae Res!) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi hi a dlaczego? ☺ Toż to bardzo dobre . Wydawnictwo jest. Szansę daje.

      Usuń
  2. Nie wydawaj w podrzędnym wydawnictwie! Lepiej potrudź się i poczekaj, a nuż dobre wydawnictwo zaproponuje Ci współfinansowanie niż wydać za własną kasę coś, co nie przejdzie nawet przez korektę :/ Ale to moja drobna rada :)) Ja swoją przeprawę wydawniczą zaczynam za niedługo, bo książka leży gotowa od grudnia i na razie przechodzi przez różne ręce :) Trzymam za Ciebie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej Ty, wiocha Ty moja:* "z" Ci zjadło w tytule:) Aha to temu Cię tak nie ma, nieźle:) Pisz, działaj, na pewno wszystko się uda! I wtedy będziesz sławny i już w ogóle do nas nie będziesz zaglądał chlip, chlip:(((( Mimo to naprawdę bardzooooo trzymam kciuki, tak mocnoooooooooooooooooooooOOOO:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam z niecierpliwością!!! Mam nadzieję, że zasłużę sobie na tego ebooka i będę mogła go przeczytać, jako jedna z pastwiących się blogerów :)
    Życzę Ci natchnienia :) i przede wszystkim odrobiny szczęścia z wydawnictwami (nie możesz dostać za dużo bo obrośniesz w piórka) ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam mocno kciuki! Pracuj, pracuj i jeszcze raz pracuj!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pracuj, czytelnicy czekają na pierwsze egzemplarze!;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki najmocniej, jak potrafię i nakazuję Ci znaleźć dobrego wydawce, który bez wahania wyda Twoja antologię :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudownie! Czekam na premierę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oczywiście trzymam kciuki za Twój debiut :D Mam jednak nadzieję, że od czasu do czasu wrzucisz jakąś recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja już mam przygotowany piękny i obsypany brokatem "sooo lame" dla love story.
    Niech no się tylko wychyli :>

    OdpowiedzUsuń
  11. Cały czas trzymam mocno kciuki za Ciebie !!! :)
    Jak zdecydujesz się na "ostateczną" okładkę to daj mi znać (na maila) :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przecież wiesz, że jestem Twoją (prawie najwierniejszą) fanką i wierzę, że się uda ☺Dobrze wybierz wydawcę i nie pozwól się rozmienić na drobne. A! I pamiętaj o specjalnym opowiadaniu dla mnie ;) tzn. bez flaków i mordowanych dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  13. Odradzam i self - publishing i współfinansowanie, jeśli cokolwiek cenisz swoje kawałki a chciałbyś żeby ktokolwiek je przeczytał. Nawet nie piszę, że kupił. Obie formy aktywności wydawniczej mają w Polsce coraz gorszą opinię. Nie mnie sądy wydawać, czy jest ona zasłużona. Na siłach natomiast poczuli się profesjonalni pisarze, i ci nie zostawiają suchej nitki na „procederze” (ich słowa) wydawania własnym sumptem, czy przy partycypacji finansowej autora.

    M. M. Kałużyńska w swoich audycjach kilka razy piekliła się na współfinansowanie. P. Pollak chyba za punkt honoru wziął sobie zwalczenie tego „procederu”, bo większość wpisów na jego blogu jest temu właśnie poświęcona. Wrzucając, przy okazji, do jednego worka i self – publishing (SP), i współfinansowanie, oraz faktyczne dopłacanie do wydania książki i zwykłe oszustwa. Nie mam ani kompetencji ani ochoty z tym polemizować, zresztą, czemu miałbym to robić u Ciebie na blogu.... jednak... nie mogę się oprzeć wrażaniu, iż profesjonalni pisarze robią co mogą aby w Polsce SP i współfinansowanie stały się synonimem grafomanii i złej jakości amatorki. Zakładam, że Twoje opowiadania są przynajmniej przyzwoite, a ładując się w te dwie powyżej wymienione formy ładujesz się w szufladkę „faceta który publikuje w vanity – press”. I kompletnie nie zmieni tego fakt, iż Twoja książka faktycznie przejdzie redakcje, potem korektę, będzie porządnie wydana, dobrze złożona, z jajem ilustrowana. Nieważne, etykietka zostanie przypięta. Jasne, możesz ukrywać fakt współfinansowania, ale ludzie i tak będą drążyć temat, węszyć i dociekać. Co więcej, nawet jeśli nie zapłacisz złotóweczki za wydanie książki to i tak to plemię żmijowe będą myśleć, że „dałeś kasę wydawnictwu”. Gwarantuje.

    No dobrze, załóżmy że nie decydujesz się na SP/współfinansowanie. Masz zbiór opowiadań. Uważasz, że – cholera – może nie jesteś drugim E. A. Poe, ale coś z tego będzie. Takie najgorsze nie są. I co się okazuje? Chimera na stronie internetowej zastrzega „nawet nam zbiorów opowiadań nie przysyłajcie”. Podobnie Videograf. Chcesz żeby Cie wydało duże wydawnictwo? Z promocją i kasą? To napisz powieść. Najlepiej fantasy. Najlepiej od razu zastrzeż, że to pierwszy tom, pierwszej części, Twojej pierwszej sagi. Zbiór opowiadań? Grozy? Debiutanta? Coś takiego wydadzą tylko samobójcy.

    I są tacy. Malutkie firemki, zakładane przez parkę romantyków zapaleńców, które nie upadły jeszcze tylko dlatego, że nie wtopiły wystarczająco dużo razy. Tylko że takie wydawnictwa mają więcej propozycji wydawniczych niż osób które kupują ich książki. Na dwie osoby czytające grozę przypada trzy, które ją piszą. A ci, którym udało się załapać do takiego wydawnictwa, pewnie nigdy już nic nie wydadzą. Gwarantuje.

    Być może, to co napiszę zabrzmi dość ironicznie, w świetle powyższego marudzenia, ale tak czy inaczej warto pisać. Trącał pies wszystko inne, w ostateczności, na końcu drogi, liczysz się tylko Ty wobec swoich historii. Piszemy jedynie dla siebie, a fakt, że ktoś to chce przeczytać taktujemy z uprzejmym niedowierzaniem. Ja tam Twoje opowiadania przeczytam, no, chyba że cena będzie nieludzka. Ja, to ja ale lepiej by było gdy czytelnik mógł się z nimi zetknąć wcześniej (Magazyn Histeria? Grabarz Polski? Qfant? Jakiś blog?).

    Powodzenia i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zostałeś nominowany do Liebster Blog Award :)
    Zapraszam na mojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Rany, tak dawno nie było cię na blogu, że muszę zapytać, kiedy planujesz powrót? :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...