środa, 14 maja 2014

Robert Faulcon - Widmo

   W życiu każdego recenzenta zdarzają się książki, które stają się jego prawdziwym koszmarem. Ostatni miesiąc był dla mnie "urodziwy" pod tym względem, albowiem w moje ręce trafiły dwie absolutnie tandetne, beznadziejne i tragiczne powieści. Jedną z nich jest omawiane dzisiaj Widmo Roberta Faulcona.
   Faulcon to pseudonim brytyjskiego pisarza, którego właściwe nazwisko brzmi Holdstock. W ciągu swojej kariery wspomniany pisarz znalazł swe zasłużone miejsce w panteonie autorów horrorów klasy B.
   Moje spotkanie z jego twórczością, do tej pory mi nie znaną, okazało się katorgą i drogą przez mękę. Ale po kolei...

UWAGA! RECENZJA ZAWIERA WIELE SPOJLERÓW, KTÓRE ODSŁANIAJĄ PRAKTYCZNIE WSZYSTKIE WĄTKI FABULARNE. CZYTACIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!




Zacznijmy może od konkretów fabularnych:
   Dan Brady to gość zajmujący się badaniem zjawisk pozapsychicznych, pracujący w jednym z ośrodków podlegających Ministerstwu Obrony. Pewnego razu, gdy wraz ze swoją rodziną spędza miłe chwile dzieląc z nimi radość Bożego Narodzenia, do ich domu zwącego się Brook's Corner, wpadają jakieś złe typy oraz coś czego nasz główny bohater nie potrafi nazwać (istota bezcielesna), i niszczą domową, świąteczną sielankę, porywając mu żonę, córkę i syna, jego zaś pozostawiając na pewną śmierć z rąk widma.

  Sytuacja Dana Brady'ego wygląda fatalnie, mnie jednak cała ta scenka po prostu zadziwiła. Napadu dokonuje najprawdopodobniej jakaś sekta, której członkowie przebrani w dziwaczne stroje i maski, mają za towarzysza jakąś niematerialną istotę. Całe napięcie szlag trafia, kiedy dochodzi do kilku sytuacji. Po pierwsze, mimo, iż wszystko trwa zaledwie kilka chwil, jeden z członków sekty gwałci żonę naszego bohatera. Nie używa jednak do tego "swojego przyrządu", ale...złotego fallusa wysadzanego drogocennymi klejnotami. Sprawa z ultradrogim dildo to jednak nic w porównaniu z tym, co napastnicy robią z jego żoną kilka chwil później. Otóż, wynoszą ją z domu ZAWINIĘTĄ W DYWAN! 
   Pewno miałoby to jakiś sens, gdyby ktoś chciał niepostrzeżenie przemieścić gdzieś zwłoki, ale spójrzmy na kilka innych faktów towarzyszących zdarzeniu. Goście w groteskowych maskach świń i innych zwierząt, odziani w płaszcze z bogatymi ornamentami, hałasujący co niemiara, wynoszą  (notabene w nocy) ciało kobiety zapakowane w puszysty dywan. Jest w tym sens? Tym bardziej, że gdyby nasi napastnicy próbowali być incognito, to raczej i tak by im to nie wyszło. Dlaczego? Ano może dlatego, że okaleczone ciała dzieci naszego bohatera dosłownie wyfruwają z domu niesione przez paranormalne widmo. Ogólnie wszystko miało wyglądać groźnie i niepokojąco a wyszło po prostu co najmniej żenująco.

   Nie wiem, czy w oryginale styl pisarski Faulcona jest tak samo 'sztywny' jak w jego polskim przekładzie, ale jedno jest pewne - translatorka dała ciała. I to po całości. Oprócz drętwego niczym ciało trupa języka, który sprawia, że fabuła i chęć na czytanie książki umierają już po kilku rozdziałach, to liczba błędów składniowych, językowych a przede wszystkim powtórzeń, jest niebotyczna. Wyrazy takie jak 'dom', 'płomienie', 'meble', potrafią powtarzać się po kilka razy na przestrzeni dwóch, trzech zdań! Zresztą wystarczy wziąć byle jaki, przypadkowy cytat z książki, na przykład ten:

"...powiedział mu, że może wracać do domu, kiedy tylko zechce. Najpierw myślał, że może pojedzie do domu swojej siostry. Ale mimo, iż wspomnienia czyniły samą myśl o powrocie do swego domu przerażającą..." [s.83]

  Generalnie rzecz biorąc jeden wyraz potrafił pojawić się na jednej stronie multum razy co cholernie denerwowało. Niestety powtórzenia to i tak nic w porównaniu z innymi, absolutnie absurdalnymi kwestiami.
Pozwólcie, ze przytoczę kilka cytatów, które wzbudziły moją nieskrywaną ciekawość oraz śmiech:

"Nagły powiew wiatru kazał mu uderzyć pięścią w szybę" [s.81]
(Siła perswazji tego podmuchu budzi mój niepokój;_;)

"Stara kobieta mieszkająca naprzeciw, robiła coś w ogrodzie" [s.91]
(Chwilę wcześniej autor upierał się, że dom, w którym mieszka nasz bohater znajduje się na odludziu, konkretnie rzecz biorąc, jakieś 300 jardów od najbliższych zabudowań)

   W miarę jak poznajemy kolejne wątki fabularne okazuje się, że przeciwnik naszych bohaterów dysponuje ogromną siłą psychiczną, którą tworzy śmiertelne widma. W walce z nieprzyjacielem pomaga Danemu Ellen, kobieta, której rodzina również została porwana przez członków tej samej sekty.

Bohaterka, która wspiera naszego dzielnego "hiroła" cechuje się wielkim niezdecydowaniem
"....zasada obrony jest jedna: nie ufaj nikomu" a chwilę później "Mam jednego przyjaciela, któremu muszę ufać." [s.114]

W dalszej części, poznajemy rozterki finansowe Brady'ego:
"Mam oszczędności. Mam wszystkie pieniądze Alison, a ona pochodziła z bogatej rodziny." [s.146]
(Chwilę wcześniej Dan upierał się, że jest biedny, bo musi spłacać kredyt i na nic go nie stać)

   Największe wtopy towarzyszą jednak fabule w związku z walką ze złymi siłami. Skoro wiadomo, iż przeciwnik dysponuje i atakuje mocą psychiczną, to raczej racjonalnym byłoby stwierdzenie, iż zwykłe metody nie pomogą w walce z taką osobą. Tymczasem nasi bohaterowie postanawiają bronić się przed widmem...budując nowy mur wokół domu!
"...należy przedłużyć mur otaczający część domu..."[s.152]

Hehe, jakby tego było mało głupota naszych bohaterów daje o sobie znać już chwilę później, kiedy Brady myśli następująco:
"Jak mógł powiedzieć Suchockowi, że to czego oczekiwał, nie da się zatrzymać przy pomocy kul karabinowych ani samym murem" [s.153]

   Nasza dzielna Ellen wyjaśnia, że w murze będą znajdować się talizmany, amulety etc. Mają ponoć zatrzymać widmo i osłabić jego moc. Tyle tylko, że jak sama w chwilę później przyznaje, i tak to nic nie da, bo nie można takimi sposobami zatrzymać siły psychicznej, a jedyną rzeczą, która może powstrzymać widmo jest siła wyobraźni!

Generalnie więc rzecz biorąc 

   Ale nie martwcie się, to nie koniec! Zaledwie kilka stron dalej Ellen każe Danemu zrobić talizmany ochronne, tak zwane chimery. Pewno nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie surowiec do tego potrzebny, mianowicie.....modelina 
Tak, tak! Dziecięca modelina jest niezrównanym materiałem do tworzenia potężnych medalionów i talizmanów! Aha i pamiętajcie - tworzone w Waszych łapach talizmany z modeliny nie muszą mieć określonego kształtu ;)

Kilka akapitów dalej Ellen znów popisuje się elokwencją:
"Idealny byłby kwarc, gdyż jest tak twardy jak diament i trudno go połamać" [s.172]
(Wnioskuję, że Pan Faulon miał pałę z geografii/chemii/fizyki, gdyż takiej bzdury dawno nie czytałem)

   W Widmie nie zabrakło również erotyki. Główny bohater - Dan Brady - mimo, iż kocha bezgranicznie(?) swoją żonę i dzieci, mimo, iż nazywa członków sekty sukinsynami i skurwysynami, zarzekając się, że nie spocznie dopóki nie odnajdzie żony, koniec końców ląduje w tym samym łóżku co Ellen. 'Urzekło' mnie to, że gość, wiedziony chęcią zemsty potrafił w ogóle myśleć o tak przyziemnych sprawach jak sex. Dan zna Ellen zaledwie kilka dni, w dodatku przez ten czas myśli tylko i wyłącznie o swojej żonie, a mimo to jajca świerzbią go na tyle, że zastanawia się, czy przypadkiem nie byłoby lepiej porzucić plany ratowania żony i związać się z nowo poznaną kobietą! To się dopiero nazywa czuły i kochający mąż! Na domiar złego Faulcon tak tragicznie opisał sceny erotyczne, że to się w pale nie mieści! (hehe, "pale" - a to dobre :D)
Jedna z żenujących sytuacji wygląda tak:

"Milczenie, jakie zapadło w pokoju, podniecało ich. Brady pomyślał, że nie zmienił dzisiaj skarpet" [s.178-179]


   Momentów, w których czułem zażenowanie było naprawdę dużo. Generalnie rzecz biorąc cała książka była swoistym, prawdziwym horrorem. To jest jedna z tych powieści, po której przeczytaniu człowiek ma brak chęci na sięgnięcie po jakąkolwiek inną, w obawie, że i ta okaże się fatalna. Najgorsze jest to, że koncept, jaki autor chciał zobrazować, wcale nie był zły. Problem polega tylko na tym, że całe jego rozwinięcie ginie w kolejnych pokładach absurdu i głupoty.

   Podsumowując więc stwierdzić muszę, iż Widmo należy do najgorszych książek jakie kiedykolwiek przeczytałem. Denni bohaterowie, absurdalne sytuacje, łączenie psychokinezy z magią i fatalny, tragiczny wręcz język samej powieści sprawiają, że przeczytają tę książkę tylko najwięksi czytelniczy twardziele. 
Hardkor pełną gębą. Literackie sado-maso.

   Na koniec powiem jeszcze, że Widmo to zaledwie pierwsza część serii. Druga - Talizman - raczej u mnie nie zagości.

Ocena: 2-/10

Widmo
Wyd. Rebis (1991)
Liczba stron: 224


Ta recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka Horroru


37 komentarzy:

  1. Śmiałem się jak czytałem ;D świetne zobrazowanie książkowego gniota, szacun ;D
    Teraz powiedz mi, skąd ta książka się wzięła w Twoich zbiorach i jak przetrwałeś do końca tego czegoś? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłem ją w zestawie z innymi horrorami :) a jak przetrwałem? Poświęcenie dla czytelników :D

      Usuń
    2. Dominik nie zrobił talizmanów z modeliny, które obroniłyby go przed atakiem "książek-koszmarów" :D
      Swoją droga okładka też tragiczna:)

      Usuń
    3. Margoo - mówi się trudno :) Następnym razem będę pamiętał o talizmanach z modeliny ;D

      Usuń
  2. wiem, książki nie ocenia się po okładce, ale szczerze mówiąc ta nie wróżyła nic dobrego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, druga część wcale nie ma lepszej ;)

      Usuń
  3. Kurczę, bardzo się cieszę, że poznałam Cię z takiej strony :D
    Recenzja wymiata, gdyby nie to, że szkoda mi czasu, bo tyle książek czeka, to normalnie, bym ją przeczytała :)))
    Świetnie napisane, cytat ze skarpetami - wymiata, mam nadzieje, że nigdy tego posta nie usuniesz i będę mogła do niego wracać (ze względu na te skarpety, oczywiście)
    Rewelacja, ale znam z autopsji kilka takich szmir ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! O posta się nie martw - nie usunę go ;)

      Usuń
  4. "Czytanie książki jest, przynajmniej dla mnie, jak podróż po świecie drugiego człowieka. Jeżeli książka jest dobra, czytelnik czuje się w niej jak u siebie, a jednocześnie intryguje go, co mu się tam przydarzy, co znajdzie za następnym zakrętem. A jeżeli książka jest marna, przypomina przeprawę przez Secaucus w New Jersey: cała okolica cuchnie i człowiek żałuje, że w nią w ogóle zabrnął, ale skoro już tak się stało, zamyka okna i oddycha ustami, żeby jakoś dotrwać do końca." J.Carroll "Kraina chichów" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepszego komentarza chyba dać nie można! Kimkolwiek jesteś - dzięki! :D

      Usuń
  5. haha ;D autor chyba nie do końca przemyślał fabułę skoro zaprzeczał sam sobie ;D
    ale - okładka rewelka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety znam jeszcze kilka takich szmirowatych książek, w dodatku jedną czytam, więc pewno wkrótce będzie recenzja ;)

      Usuń
  6. "Milczenie, jakie zapadło w pokoju, podniecało ich. Brady pomyślał, że nie zmienił dzisiaj skarpet" - to sprawilo ze prawie zlecialam z krzesla :D genialna recenzja beznadziejnej ksiazki. Absurdow co nie miara! ^_^ Gratuluje wytrwalosci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) To dla Was czytelników tak się poświęcam ;)

      Usuń
  7. To na pewno pozycja nie dla mnie. Kompletnie do mnie nie trafia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zdecydowanie nie polecam. Szkoda czasu ;)

      Usuń
  8. Hahaha, genialna recenzja, potrafię sobie wyobrazić jak to jest czytać takie "dzieło". Nie muszę dodawać, że nie przeczytam tego? Dziękuję za tę małą dawkę humoru ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cieszę się, że się Ci się spodobało. W przyszłości postaram się robić więcej takich recenzji ;)

      Usuń
  9. :D To chyba najlepsza recenzja najgorszej książki jaką czytałam ;) Dzięki, zaczęłam wieczór na wesoło :) Może książka znalazła się w pakiecie z horrorami nie ze względu na przynależność do gatunku? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie :) Kupowałem pakiet około 20 horrorów. Wśród nich była właśnie ta ;)

      Usuń
  10. Jak kiedyś zapragniesz się dobić, to polecam w tym celu książkę " Duma i uprzedzenie i zombie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałem o niej, ale chyba i tak nie będzie aż tak zła jak książka, którą mam zamiar zrecenzować w najbliższej przyszłości. Niemniej jednak dzięki za przypomnienie o tym badziewiu :)

      Usuń
  11. 2-/10 - Ooo, no cóż raczej nie przeczytam - mam w planach tony ciekawych lektur ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przez Ciebie nie zasnę ;) Uwielbiam takie recenzje! Czytaj więcej szmir, proszę ;)))
    PS. mam w domu tonę modeliny, chcesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Modelinę też mam - w dodatku zostało mi pamiątkowe, pełne opakowanie z pierwszej klasy podstawówki ;) A recenzji szmir będzie więcej :>

      Usuń
  13. recenzja świetna, hahaha ta książka to całkowite nieporozumienie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Genialna jest... recenzja oczywiście.:)
    Jeszcze nigdy tak się nie śmiałam czytając recenzję ;P ;D
    Liczę, że pojawią się u Ciebie jeszcze opinie takich książkowych gniotów ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawi się, pojawi :) Tylko bądź cierpliwa :)

      Usuń
  15. Ubawiłam się czytając Twoją recenzję :D
    Po książkę oczywiście sięgać nie będę bo nawet tematyka nie jest mi bardzo bliska. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) A książki faktycznie nie polecam ;)

      Usuń
  16. Recenzja genialna. Na poprawę humoru :) Mam nadzieję że takie pojawią się jeszcze nie raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Spoko - postaram się pisać więcej takich recenzji ;)

      Usuń
  17. Już za samo przeczytanie od deski do deski należy Ci się medal Wytrwałego Czytelnika :) no ale śmiech czytających Twoją recenzję na pewno rekompensuje Tobie wszelkie straty moralne :) oby takich więcej takich postów :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...